Od kiedy sprawuje Pani funkcję prezesa AZS UM w Lublinie i co należy do pani obowiązków?
Funkcję Prezesa Akademickiego Związku Sportowego objęłam 13 czerwca 2025 roku. Od tego momentu odpowiadam za koordynację działań naszego uczelnianego klubu AZS, dbając o jego sprawne funkcjonowanie zarówno pod względem organizacyjnym, jak i sportowym.
Do moich najważniejszych obowiązków należy przede wszystkim organizacja zawodów sportowych oraz czuwanie nad tym, aby wszystkie sekcje miały zapewnione odpowiednie warunki do treningu i równy dostęp do infrastruktury sportowej. Istotną częścią mojej pracy jest również nadzór nad formalnościami związanymi z wyjazdami na zawody — od zgłoszeń uczestników, przez przygotowanie i terminowe przesyłanie dokumentacji, aż po dopilnowanie, by nasi zawodnicy mogli w pełni skupić się na rywalizacji i reprezentować uczelnię na jak najwyższym poziomie.
Pełnienie tej funkcji to dla mnie nie tylko odpowiedzialność organizacyjna, ale także możliwość wspierania rozwoju sportu akademickiego oraz tworzenia przestrzeni, w której studenci mogą realizować swoje sportowe pasje i osiągać kolejne sukcesy.
Aktywnie uprawia pani sport, dlaczego lekkoatletyka?
Sport towarzyszy mi od najmłodszych lat, a moja przygoda z lekkoatletyką rozpoczęła się od biegów przełajowych. W szkole podstawowej wystartowałam w swoich pierwszych zawodach ulicznych na dystansie jednego kilometra. Dla wielu osób był to niewielki dystans, jednak dla mnie był to wyjątkowy moment — były to pierwsze zawody, które udało mi się wygrać. To właśnie wtedy poczułam ogromną satysfakcję i zrozumiałam, że sport może stać się ważną częścią mojego życia.
To doświadczenie sprawiło, że postanowiłam zaangażować się w treningi na poważnie. Już od czwartej klasy szkoły podstawowej uczęszczałam do klasy sportowej, a w gimnazjum dołączyłam do klubu lekkoatletycznego KKB MOSiR Krosno, gdzie zaczęłam trenować lekkoatletykę na znacznie wyższym poziomie — sześć razy w tygodniu. Cotygodniowe zawody i częste obozy sportowe stały się moją nową rzeczywistością. Przygotowywałam się wówczas do startów w mistrzostwach Polski w kategoriach U16, U18 i U20, Halowych Mistrzostwach Polski oraz Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży. To właśnie wtedy rozpoczęła się moja prawdziwa sportowa droga.
Początkowo specjalizowałam się w biegach przełajowych, jednak trener zauważył, że moje predyspozycje znacznie lepiej odpowiadają konkurencjom szybkościowym. Zaproponował mi więc sprint oraz skok w dal. Przez dwa lata to właśnie skok w dal był moją główną konkurencją, ale z czasem zaczęłam przygotowywać się do trójskoku, który stał się moją największą sportową pasją.
Trójskok to niezwykle wymagająca technicznie konkurencja, łączy w sobie szybkość, siłę, koordynację i precyzję. Zawodnik wykonuje trzy następujące po sobie fazy skoku, zanim wyląduje w piasku, co sprawia, że jest to jedna z bardziej obciążających konkurencji. Być może właśnie dlatego decyduje się na nią stosunkowo niewielu zawodników. Dla mnie jednak właśnie ta złożoność okazała się najbardziej fascynująca.
Najbardziej urzekło mnie w trójskoku uczucie unoszenia się w powietrzu. W skoku w dal jest to jeden krótki moment zawieszenia, natomiast w trójskoku ten moment powtarza się aż trzy razy. To dawało mi niezwykłe poczucie swobody i sprawiało, że każda próba była czymś wyjątkowym. Choć często trenowałam indywidualnie, co bywało wymagające, dzięki wsparciu mojego trenera osiągałam coraz lepsze wyniki.
Efektem tej pracy było powołanie do zaplecza kadry narodowej. Jako zawodniczka kadry B miałam zaszczyt reprezentować KKB MOSiR Krosno oraz województwo podkarpackie na arenie ogólnopolskiej przez 4 lata. To doświadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że lekkoatletyka to nie tylko dyscyplina sportowa, ale również szkoła charakteru, konsekwencji i wytrwałości.
A nie myślała Pani o tym, żeby zająć się tylko sportem?
Przez pewien czas rzeczywiście pojawiała się taka myśl, aby całkowicie poświęcić się sportowi. Na szczęście moi rodzice od początku zwracali uwagę na to, by obok treningów równie ważne miejsce zajmowała nauka. Dziś jestem im za to bardzo wdzięczna, ponieważ pomogli mi spojrzeć na przyszłość szerzej i uświadomili, że sport, choć piękny, jest również niezwykle wymagającą i nieprzewidywalną drogą.
Z czasem sama zaczęłam dostrzegać, jak dużej odpowiedzialności wymaga życie zawodnika. Intensywne treningi, codzienna dyscyplina i podporządkowanie wielu sfer życia jednemu celowi sprawiają, że sport staje się nie tylko pasją, ale również pełnoetatowym zobowiązaniem.
Momentem, który szczególnie skłonił mnie do refleksji, była pierwsza kontuzja. Uraz wyłączył mnie z treningów na blisko trzy tygodnie, a tym samym uniemożliwił przygotowania do kolejnych zawodów. Wtedy zrozumiałam, jak niewiele potrzeba, by plany budowane przez lata mogły w jednej chwili się zmienić.
To doświadczenie sprawiło, że z tyłu głowy zaczęło pojawiać się pytanie: „co, jeśli się nie uda, a kontuzja powróci?”. Właśnie dlatego uznałam, że warto rozwijać się nie tylko sportowo, ale także naukowo. Dzięki temu mogłam budować swoją przyszłość w sposób bardziej świadomy, mając pewność, że niezależnie od tego, jak potoczy się moja sportowa droga, będę miała solidne fundamenty do dalszego rozwoju.
Kiedy to było?
To był moment mniej więcej dwa lata przed rozpoczęciem studiów — w drugiej klasie liceum. W tamtym czasie sport wciąż pozostawał dla mnie absolutnym priorytetem i szczerze mówiąc, trudno było mi wyobrazić sobie inną drogę niż ta związana z dalszym rozwojem sportowym.
Uczyłam się w klasie o profilu biologiczno-chemicznym, jednak nawet ten wybór postrzegałam przez pryzmat sportu. Wiedzę z biologii i chemii traktowałam jako narzędzie, które pozwoli mi lepiej zrozumieć funkcjonowanie organizmu i świadomiej podchodzić do treningu oraz regeneracji.
Z czasem zaczęły pojawiać się pierwsze pytania o przyszłość. Coraz częściej zastanawiałam się, czy bliższa byłaby mi medycyna, czy może fizjoterapia — kierunki, które w naturalny sposób łączyły moje zainteresowania nauką i sportem. Jednocześnie cały czas brałam pod uwagę możliwość kontynuowania treningów na wysokim poziomie i próbowałam znaleźć taką ścieżkę, która pozwoliłaby mi połączyć obie te sfery.
Choć sport pozostawał wtedy na pierwszym miejscu, nigdy nie odrzucałam edukacji. Systematycznie przygotowywałam się do matury i uczyłam tak, aby zostawić sobie możliwość wyboru. Zależało mi na tym, by w odpowiednim momencie móc świadomie zdecydować, w którą stronę chcę pójść.
Najdłuższe skoki?
Moje najdłuższe skoki zdecydowanie miały miejsce w Lublinie, dobrze wspominam też Halowe Mistrzostwa Polski w Toruniu oraz mistrzostwa w Poznaniu. Podczas Mistrzostw Polski U20, uzyskałam wynik 12 metrów i 5 centymetrów, który dał mi pierwszą klasę sportową. Był to naprawdę bardzo dobry rezultat i jeden z tych momentów, które szczególnie zapadają w pamięć każdego sportowca. Choć równolegle cały czas trenowałam również skok w dal, to właśnie trójskok stał się moją koronną konkurencją. Skok w dal traktowałam jako ważny element przygotowań — pewnego rodzaju uzupełnienie treningu, które pomagało rozwijać technikę, dynamikę i czucie ruchu. W skoku w dal najdalej udało mi się skoczyć, uzyskując wynik 5,60 m.
W praktyce oba te elementy są ze sobą bardzo mocno powiązane. Aby dobrze wykonywać trójskok, trzeba najpierw opanować podstawy skoku w dal. To właśnie dlatego skok w dal nie był dla mnie jedynie dodatkiem, lecz fundamentem, który pomagał mi rozwijać się w trójskoku i osiągać coraz lepsze wyniki.
Co było pierwsze: sport czy medycyna?
Sport, oczywiście, że sport, od najmłodszych lat. Poza bieganiem i pływaniem, grałam chętnie we wszystkie gry zespołowe – piłka ręczna, koszykówka, siatkówka – spróbowałam możliwości, które dawał sport i teraz nie wyobrażam sobie życia bez sportu. O ile życie bez medycyny byłoby możliwe, o tyle bez sportu na pewno nie.
A jakie plany na życie: sport czy medycyna?
Teraz już zdecydowanie medycyna, ale sport nie zniknie. Jestem teraz na etapie myślenia o wyborze specjalizacji. Zastanawiam się, w którą stronę się kierować, medycyna sportowa to jedna z opcji na przyszłość, a na ten moment rozważam trzy specjalizacje – anestezjologię, ortopedię oraz medycynę sportową. Daję sobie jeszcze czas na zastanowienie i przemyślenie tych opcji.
Jak udaje się Pani pogodzić naukę z treningami i pracą w AZS?
Łączenie nauki, treningów i działalności w AZS wymaga przede wszystkim dobrej organizacji. W moim przypadku kluczowe jest odpowiednie planowanie dnia i umiejętność znalezienia równowagi między obowiązkami akademickimi, sportowymi oraz organizacyjnymi. Jeśli chodzi o same treningi, mamy możliwość korzystania z hali sportowej głównie w godzinach wieczornych, kiedy zajęcia dydaktyczne najczęściej są już zakończone. Jako AZS dysponujemy również dostępem do siłowni w wyznaczonych godzinach, dlatego przy odpowiednim rozplanowaniu wszystko da się ze sobą pogodzić. Dla mnie najważniejsze jest to, by każdy dzień miał swój rytm i by wiedzieć, kiedy jest czas na naukę, kiedy na obowiązki organizacyjne, a kiedy na trening. Zauważyłam też, że należę do osób, które im więcej mają obowiązków, tym lepiej potrafią się zorganizować. Nie wyobrażam sobie dnia bez aktywności fizycznej, bo sport jest moim sposobem na zachowanie równowagi i odreagowanie codziennego stresu.
Szczególnie pamiętam pierwszy rok studiów, kiedy sport odegrał ogromną rolę w odnalezieniu się w nowym środowisku. Dołączyłam wtedy do sekcji lekkoatletyki oraz biegów przełajowych i właśnie tam poznałam studentów z wyższych roczników, którzy okazali się ogromnym wsparciem. W trudniejszych momentach motywowali mnie, powtarzając, że czasem wystarczy wyjść na trening, pobiegać i na chwilę oderwać myśli od codziennych wyzwań. Chętnie dzielili się również doświadczeniem związanym ze studiami, zaliczeniami i egzaminami, co było dla mnie niezwykle cenne. Dziś trudno mi wyobrazić sobie studia bez sportu i bez ludzi, których poznałam dzięki AZS. To właśnie wspólna pasja sprawia, że treningi stają się nie tylko bardziej intensywne, ale także bardziej wartościowe. Wzajemnie motywujemy się do działania, wspieramy i zarażamy dobrą energią, a to sprawia, że nawet przy wielu obowiązkach wszystko nabiera właściwego sensu.
Co było najtrudniejsze na pierwszym roku?
Zdecydowanie anatomia! Także dlatego, że zajęcia odbywały się dwa razy w tygodniu – w poniedziałki i środy. Pamiętam, że we wtorki nie było czasu na nic innego. Na moim pierwszym roku treningi mieliśmy raz w tygodniu w czwartki – i był to dla mnie „święty dzień”, sama starałam się wychodzić pobiegać głównie w niedziele lub poniedziałki. Szczególnie po anatomii, aby się trochę wybiegać, odreagować, a potem wrócić i uczyć się na środową anatomię.
Jedno wybieganie to ile kilometrów?
Jestem sprinterką, więc u mnie mniej więcej 4-6 kilometrów, nie zdarzyło mi się wybiegać więcej niż 10 km. Najbardziej lubię niezobowiązująco wziąć zegarek, włączyć trening i albo kieruję się w stronę stadionu i tam wykonuję kilka mocniejszych odcinków na bieżni albo dla relaksu wybiegam w miasto- tak bardziej dla siebie, aby zregenerować głowę.
Miasto jest przyjazne biegaczom?
Szczerze mówiąc — tak, bardzo lubię biegać po Lublinie. Być może wynika to również z tego, że nie pochodzę stąd, dlatego wciąż odkrywam to miasto z pewną świeżością i dostrzegam jego urok na swój własny sposób. Sama możliwość wybiegnięcia z kampusu i pobiegnięcia w stronę Parku Saskiego, Parku Ludowego czy wąwozu jest dla mnie czymś zachęcającym. To właśnie takie miejsca sprawiają, że trening staje się nie tylko codziennym obowiązkiem, ale również przyjemnością i chwilą oddechu od intensywnego dnia. Zdecydowanie najbliższy jest mi kierunek Parku Ludowego. To miejsce ma dla mnie szczególne znaczenie, między innymi dlatego, że znajduje się naprzeciwko stadionu lekkoatletycznego przy ulicy Piłsudskiego, gdzie spędzam dużo czasu. Można powiedzieć, że to przestrzeń, z którą jestem związana nie tylko sportowo, ale też emocjonalnie, bo właśnie tam trening łączy się z chwilą spokoju i możliwością złapania dystansu od codziennych obowiązków.
Czy w pracy w AZS chodzi głównie o sport wyczynowy, czy także o promocję sportu, ruchu i profilaktykę zdrowego stylu życia?
W pracy w AZS ważne są zarówno wyniki sportowe, jak i promocja aktywnego stylu życia. Z jednej strony zależy mi na tym, aby nasza uczelnia była wysoko w klasyfikacjach i była zauważalna sportowo, a z drugiej — aby każdy student miał możliwość spróbowania aktywności fizycznej, niezależnie od poziomu zaawansowania. Uważam, że sport jest dla wszystkich, nie tylko wyczynowy, ale również amatorski, bo najważniejsze jest to, by młodzi ludzie chcieli się ruszać i dbać o swoje zdrowie. Jednak na AMPy – Akademickie Mistrzostwa Polski oraz MPUM – Mistrzostwa Polski Uczelni Medycznych wysyłamy tylko najlepszych zawodników.
Ile osób teraz korzysta z ofert sekcji?
Obecnie z oferty naszych sekcji korzysta około 530 osób działających w 31 różnych sekcjach sportowych. Najliczniejszą z nich jest sekcja kickboxingu, która dodatkowo prowadzona jest przez naszych studentów, co pokazuje, jak duże zaangażowanie i potencjał drzemią w naszej społeczności akademickiej. W tym roku osiągnęliśmy rekordową liczbę uczestników — dla porównania w ubiegłym roku było to 493 osoby, więc po raz pierwszy udało nam się przekroczyć granicę 500 aktywnych sportowców. To pokazuje, że zainteresowanie sportem akademickim na naszej uczelni stale rośnie. Coraz więcej studentów dostrzega, że aktywność fizyczna może być nie tylko sposobem na poprawę kondycji, ale również formą integracji i odpoczynku od codziennych obowiązków. Dla mnie to sygnał, że AZS staje się ważnym miejscem nie tylko dla sportowców wyczynowych, ale także dla osób, które po prostu chcą zadbać o zdrowie i odnaleźć swoją pasję.
Czy uczęszczanie do sekcji przekłada się na oceny z WFu? Czy student ma jakieś korzyści z uczęszczania do sekcji?
Osoby, które uczęszczają na zajęcia swojej sekcji regularnie, są oczywiście zwolnione z WF-u. Poza tym mają możliwość korzystania z naszych uczelnianych obiektów- takich jak: nasza hala sportowa, siłownia oraz boiska do tenisa, siatkówki plażowej oraz ścianki wspinaczkowej.
Kobieta w sporcie – co pani zdaniem jest fundamentem sukcesu?
Fundamentem sukcesu kobiet w sporcie jest przede wszystkim ambicja i ogromna determinacja — jesteśmy zawzięte i potrafimy konsekwentnie dążyć do celu, mimo przeciwności. Trzeba też pamiętać, że często mierzymy się z trudniejszymi warunkami, zarówno pod względem fizjologicznym, jak i organizacyjnym, a dodatkowo sporty kobiece nadal bywają słabiej finansowane i mniej promowane. Dobrym przykładem były choćby organizowane przez nas w KU AZS UM Lublin półfinały B Akademickich Mistrzostw Polski w futsalu kobiet, które — mimo wysokiego poziomu sportowego — nie zawsze przyciągają taką samą uwagę, jak wydarzenia męskie.
Nie uważam jednak, że jesteśmy słabsze. W wielu dyscyplinach kobiety osiągają wyniki, które pokazują, że różnice nie zawsze mają znaczenie decydujące. Sport kobiecy ma swoją siłę i specyfikę, a rywalizacja stoi na bardzo wysokim poziomie.
Najważniejsze jest to, że pokazujemy charakter i konsekwencję. A nic nie kształtuje go lepiej niż regularny trening, dyscyplina i systematyczna praca, bez których nie ma mowy o żadnych osiągnięciach sportowych.
Z jakimi trudnościami mierzą się sportowcy w sporcie akademickim?
Przede wszystkim największym wyzwaniem jest brak czasu. Wiele zajęć na uczelni odbywa się w godzinach popołudniowych, czyli wtedy, kiedy treningi są najbardziej naturalne i efektywne pod względem fizjologicznym. Dodatkowym problemem jest układ planu zajęć — często trudno znaleźć wspólne godziny, w których cała grupa mogłaby trenować razem z trenerem. W efekcie zespoły i sekcje są dzielone na mniejsze grupy, co utrudnia regularność i wspólną pracę nad formą sportową.
To powoduje, że synchronizacja planu studiów z harmonogramem treningów staje się dużym wyzwaniem organizacyjnym i wymaga od zawodników oraz trenerów dużej elastyczności i dobrej komunikacji.
Czy nasza uczelnia wspiera studentów-sportowców?
Tak, uczelnia nas wspiera, przede wszystkim daje możliwość wyjazdów na zawody, takie jak AMP albo MPUM. Dzięki współpracy z uczelnią mamy możliwość korzystania z hali sportowej – jest to bardzo nowoczesna hala, z siłownią, salą sportów walki, salą fitness, pięknym boiskiem głównym, ścianką wspinaczkową, możemy korzystać z kortów zewnętrznych do siatkówki plażowej albo do tenisa ziemnego. Chyba wszyscy zgodzą się, że ścianka jest sercem naszej hali. Hala naprawdę oferuje bardzo dużo możliwości. Pracownicy Studium Wychowania Fizycznego i Sportu, trenerzy, którzy prowadzą zajęcia, to osoby, które bardzo dużo od siebie dają, serca przede wszystkim, jako osoby z większym doświadczeniem pokazują nam, jak budować drużynę, jak wspierać się w sporcie, jak zespołowo możemy dążyć do realizacji celów. Sądzę, że przede wszystkim współpraca, która tutaj jest, umożliwia nam dobre treningi.
Jak zachęcić studentów do uprawniania sportu?
To jest bardzo dobre pytanie, bo zachęcenie studentów do uprawiania sportu jest jednym z naszych głównych celów, które realizujemy przez cały rok. Przede wszystkim stawiamy na pokazanie studentom, np. przez media społecznościowe, jak fajnie można spędzić wolny czas na sportowo. Często wrzucamy treści zachęcające do dołączenia do sekcji, filmy, urywki z treningów i zawodów. Duże możliwości daje nam współpraca z AZS Lublin, który organizuje zawody z cyklu AMWL (Akademickie Mistrzostwa Województwa Lubelskiego) i to są zawody, które umożliwiają start w każdej dyscyplinie sportowej, nawet osobom bez większego doświadczenia – wystarczy być studentem, dołączyć do AZS na swojej uczelni, wyrobić specjalny certyfikat i otrzyma się możliwość wystartowania w zawodach.
W ten właśnie sposób pod koniec lutego jako KU AZS UM Lublin zorganizowaliśmy zawody z e-sportu na naszej hali. Było to bardzo ciekawe bo zawodnicy mogli zagrać wtedy w FIFĘ; czy również zawody ze wspinaczki sportowej. Nasi zawodnicy startują więc w wielu dyscyplinach. Akademickie Mistrzostwa Województwa Lubelskiego (AMWL) obejmują bardzo szeroki zakres dyscyplin sportowych. W zależności od edycji są to zwykle zarówno sporty zespołowe, jak i indywidualne
Należą do nich m.in.:
- badminton
- biegi przełajowe
- bilard
- brydż sportowy
- e-sport (EA SPORTS FC)
- ergometr wioślarski
- futsal (kobiet i mężczyzn)
- judo
- kolarstwo górskie
- koszykówka (kobiet i mężczyzn oraz 3×3)
- lekka atletyka
- narciarstwo alpejskie
- piłka nożna (kobiet i mężczyzn)
- piłka ręczna (kobiet i mężczyzn)
- piłka siatkowa (kobiet i mężczyzn)
- pływanie
- siatkówka plażowa
- snowboard
- strzelectwo sportowe
- szachy
- tenis i tenis stołowy
- trójbój/dwubój siłowy
- unihokej
- wspinaczka sportowa
- żeglarstwo
A jeśli ktoś nie lubi rywalizacji, może po prostu dołączyć do grupy studentów, pełnych pasji, którzy poza uczelnią i nauką znajdują wolny czas, aby zainwestować go w siebie i w swoją kondycję. Bo wiemy, że sport jest podstawą naszego dobrego samopoczucia, nie tylko dzięki adrenalinie i endorfinom, które uwalniają się podczas treningów, ale przede wszystkim atmosfery, która jest naprawdę fajna.
Dlatego zachęcamy wszystkich, aby przyszli spróbować swoich sił. Szczególnie osoby bez sportowego doświadczenia – pomożemy Wam się odnaleźć i sprawdzić, czy dany sport jest dla Was. Brak doświadczenia nie jest przeszkodą, a dla nas wiąże się z tym, że nowej osobie poświęcimy więcej czasu, pokażemy podstawy, aby nie czuła się, że za bardzo odstaje. Oczywiście jest to trudne, dołączyć do grupy dłużej trenującej i dorównać szybko do ich poziomu, ale nie jest niemożliwe.
Co jest trudniejsze: trening czy sesja egzaminacyjna?
(śmiech) myślę, że jednak sesja egzaminacyjna jest trudniejsza. W sporcie zawsze jest jeszcze „kolejna próba” — można poprawić się za kilka minut w następnym skoku czy biegu. Ewentualnie są „kolejne” zawody lub „kolejny” sezon. W sesji tej przestrzeni na błędy już nie ma, dlatego wymaga ona dużo większego skupienia i presji, żeby wszystko zrobić dobrze za pierwszym razem. Zarówno zawody, jak i sesja bywają jednak nieprzewidywalne — wbrew pozorom mają ze sobą bardzo dużo wspólnego. W obu przypadkach liczy się przygotowanie, odporność psychiczna i umiejętność działania pod presją. Wymagają one także dużego poświęcenia, systematyczności oraz opanowania stresu, który w kluczowych momentach potrafi zadecydować o końcowym efekcie.
Czy zdarza się, że trzeba wybierać między nauką a treningiem?
Trzeba, zdecydowanie, ale myślę, że nie warto rezygnować z treningów, bo chwila odpoczynku, reset dla głowy, jest czymś, co daje możliwość efektywniejszej nauki.
Czy sport nauczył Panią czegoś, co przydaje się w życiu poza halą sportową?
Sport nauczył mnie przede wszystkim świadomości, jak krucha i zmienna potrafi być forma. Jeden dzień może być bardzo dobry, inny znacznie słabszy, a do wyników sportowych dochodzi się latami systematycznej pracy, a nie w kilka dni. Można to łatwo przełożyć na życie akademickie — do egzaminu można przygotować się „na szybko”, ale zdecydowanie lepsze efekty daje długofalowa nauka, która sprawia, że jesteśmy spokojniejsi i mniej rzeczy nas zaskakuje.
Sport nauczył mnie również akceptacji własnych słabości i tego, że nie zawsze jesteśmy w najwyższej formie. Nie da się całkowicie wyeliminować emocji, ale można nauczyć się je rozumieć i wyciągać z nich wnioski zamiast je tłumić. Każdy trening i każde zawody traktuję dziś jako lekcję — okazję do analizy tego, co było dobre, a co wymaga poprawy, ale też jako sprawdzian charakteru i odporności psychicznej.
W sporcie bardzo często pojawiają się też czynniki, na które nie mamy wpływu, jak choćby warunki pogodowe. W skokach wystarczy zmiana kierunku wiatru, żeby idealnie zaplanowany rozbieg zakończył się spalonym skokiem, mimo że sam skok był bardzo dobry, a czasem nawet rekordowy. To uczy pokory wobec zasad — w sporcie obowiązują konkretne reguły i decyzje sędziów trzeba zaakceptować, nawet jeśli są trudne. Najważniejsze jest wtedy, aby po nieudanej próbie wrócić na rozbieg i ponownie pokazać się z jak najlepszej strony.
Kto jest pani mistrzem sportowym?
Moim sportowym autorytetem jest Piotr Lisek. Choć specjalizuje się w skoku o tyczce, a nie w skoku w dal czy trójskoku, od najmłodszych lat był dla mnie wzorem do naśladowania w świecie lekkoatletyki. Cenię go przede wszystkim za pozytywne nastawienie, pogodę ducha oraz ogromną wytrwałość w dążeniu do celu. Jest sportowcem, który potrafi łączyć profesjonalizm z autentyczną radością ze sportu, co zawsze bardzo do mnie przemawiało. Dodatkowo skoki lekkoatletyczne, w tym skok o tyczce, od zawsze były mi bliskie i chętnie je oglądałam, dlatego naturalnie to właśnie on stał się dla mnie numerem jeden wśród sportowych autorytetów.
Rozmawiała: Justyna Jóźkiewicz