ALMA MATER: Tytuł wykładu, który wygłosiła Pani Profesor w Stacji Naukowej PAN w Paryżu sugeruje, że uzależnienie może przybierać różne formy. Co kryje się za stwierdzeniem, że „uzależnienie niejedno ma imię”?
Prof. Grażyna Biała: Bardzo dziękuję za wspomnienie tego wykładu. Było to dla mnie ważne i prestiżowe wydarzenie, zorganizowane na zaproszenie Stacji Naukowej PAN w Paryżu, z którą jestem związana od wielu lat. Cieszę się również, że w tym roku ponownie wracam do Paryża, aby wygłosić kolejny wykład, tym razem w języku francuskim.
Sformułowanie „uzależnienie niejedno ma imię” podkreśla, że uzależnienie nie ogranicza się wyłącznie do narkotyków czy alkoholu. Współczesna medycyna pokazuje, że uzależnienie może przybierać wiele różnych postaci, mieć złożone przyczyny oraz często współwystępować z innymi schorzeniami neuropsychiatrycznymi.
Może dotyczyć różnych substancji psychoaktywnych, alkoholu, leków, ale także zachowań, takich jak hazard, korzystanie z internetu, czy mediów społecznościowych. Takie uzależnienia behawioralne, mimo że nie wiążą się z przyjmowaniem substancji psychoaktywnych, mogą prowadzić do poważnych konsekwencji psychicznych, zdrowotnych i społecznych.
W wykładzie podkreślałam, że uzależnienie jest przewlekłą, nawrotową chorobą mózgu, a nie wyłącznie problemem słabej woli czy charakteru. To ważne rozróżnienie, ponieważ pozwala odejść od stygmatyzowania osób uzależnionych i kieruje uwagę na potrzebę profesjonalnego leczenia oraz długoterminowego wsparcia.
Uzależnieniom często towarzyszą inne zaburzenia psychiczne, takie jak depresja, zaburzenia lękowe, psychozy, zaburzenia osobowości czy zaburzenia snu. Takie współwystępowanie określamy mianem „podwójnej diagnozy” i wymaga ono leczenia obu problemów równocześnie.
Istotne są także wspólne mechanizmy neurobiologiczne obu zaburzeń: nieprawidłowe funkcjonowanie układu nagrody, szlaków dopaminergicznych oraz struktur mózgu odpowiedzialnych za motywację, kontrolę zachowania i podejmowanie decyzji. Znaczenie mają również predyspozycje genetyczne, środowisko, doświadczenia z dzieciństwa, przewlekły stres czy trauma, które mogą zwiększać podatność na rozwój uzależnienia.
Jednym z mechanizmów prowadzących do uzależnienia bywa także tzw. samoleczenie objawów. Niektóre osoby sięgają po alkohol, narkotyki lub leki, aby złagodzić lęk, obniżony nastrój, bezsenność czy inne trudności psychiczne. Zdarza się także, że próbują w ten sposób zmniejszyć nasilenie działań niepożądanych niektórych leków, między innymi przeciwpsychotycznych. Z czasem takie doraźne rozwiązanie może prowadzić do pełnoobjawowego uzależnienia. Dlatego skuteczne leczenie wymaga całościowego spojrzenia na pacjenta, a nie tylko na sam nałóg.
ALMA MATER: Czym uzależnienia lekowe różnią się od uzależnień od alkoholu czy narkotyków?
Prof. Grażyna Biała: Uzależnienia lekowe różnią się przede wszystkim tym, że często rozwijają się w następstwie stosowania leków przepisanych przez lekarza lub dostępnych legalnie, początkowo zgodnie ze wskazaniami terapeutycznymi. Z tego powodu bywają trudniejsze do rozpoznania przez pacjentów, ich bliskich, a niekiedy także przez personel medyczny.
Pierwszą różnicą jest cel stosowania. Leki przeciwbólowe, przeciwlękowe czy nasenne przyjmowane są w celu złagodzenia objawy choroby i poprawy jakość życia. Alkohol i większość narkotyków używane są najczęściej w celu uzyskania efektów psychoaktywnych. Paradoks polega na tym, że nawet prawidłowo prowadzona farmakoterapia może u części osób prowadzić do rozwoju tolerancji, zależności, a następnie uzależnienia.
Drugim problemem jest niska świadomość ryzyka. Leki są postrzegane jako bezpieczne, ponieważ pochodzą z apteki lub zostały przepisane przez lekarza. Tymczasem niektóre grupy leków, zwłaszcza benzodiazepiny, leki nasenne i opioidowe leki przeciwbólowe, mają dobrze udokumentowany potencjał uzależniający.
Uzależnienia lekowe często wiążą się także z silną zależnością fizyczną. Nagłe odstawienie może powodować ciężkie objawy abstynencyjne, dlatego powinno odbywać się stopniowo i pod kontrolą lekarza.
Warto podkreślić, iż wszystkie uzależnienia mają wspólne podłoże neurobiologiczne. Ich kluczowym mechanizmem jest pobudzenie przekaźnictwa dopaminergicznego w mezokortykolimbicznym układzie nagrody obejmującym pole brzuszne nakrywki, jądro półleżące przegrody oraz korę przedczołową. Poszczególne substancje psychoaktywne działają wprawdzie na odmienne receptory lub transportery i różnią się pierwotnym punktem uchwytu, jednak ostatecznie prowadzą do aktywacji wspólnego układu odpowiedzialnego za odczuwanie nagrody, motywację i wzmacnianie zachowań.
W konsekwencji uzależnienie od leków, podobnie jak od alkoholu czy narkotyków, prowadzi do przymusu przyjmowania substancji, utraty kontroli oraz poważnych konsekwencji zdrowotnych, psychicznych, rodzinnych i społecznych.
ALMA MATER: Czy fakt, że lek został przepisany przez lekarza, może sprawiać, że pacjenci bagatelizują ryzyko uzależnienia?
Prof. Grażyna Biała: Tak. Fakt, że lek został przepisany przez lekarza, często sprawia, że pacjent postrzega go jako całkowicie bezpieczny. Jest to zrozumiałe, ponieważ leczenie opiera się na zaufaniu do lekarza i systemu ochrony zdrowia. Jednocześnie to poczucie bezpieczeństwa może osłabiać czujność wobec potencjału uzależniającego niektórych leków.
Pacjenci często zakładają, że skoro lek został zalecony przez specjalistę, jego stosowanie nie wiąże się z istotnym ryzykiem. Dodatkowo leki nie są społecznie kojarzone z używkami czy narkotykami, lecz z leczeniem i poprawą zdrowia. Dlatego ich potencjał uzależniający bywa niedoceniany.
Problemem jest także stopniowy rozwój uzależnienia. Tolerancja narasta powoli, a zwiększanie dawki lub częstsze przyjmowanie leku może wydawać się pacjentowi uzasadnione nasileniem objawów albo osłabieniem skuteczności leczenia. Pierwsze sygnały bywają więc błędnie interpretowane jako nawrót choroby podstawowej.
Trzeba jednak jasno podkreślić, że większość pacjentów stosujących leki zgodnie z zaleceniami lekarza nie rozwija uzależnienia. Ryzyko rośnie przy długotrwałej terapii, samodzielnym zwiększaniu dawek, łączeniu leków z alkoholem lub innymi substancjami oraz u osób z wcześniejszymi epizodami uzależnień albo współistniejącymi zaburzeniami psychicznymi.
Dlatego ważna jest regularna ocena skuteczności leczenia, monitorowanie działań niepożądanych oraz okresowa weryfikacja, czy kontynuowanie terapii jest nadal konieczne. Uzależnienie lekowe może rozwijać się podczas leczenia prowadzonego w dobrej wierze, dlatego tak ważne są edukacja, świadomość i wczesne rozpoznawanie pierwszych objawów zależności.
ALMA MATER: Jak rozpoznać moment, w którym prawidłowe stosowanie leku zaczyna przeradzać się w uzależnienie?
Prof. Grażyna Biała: Rozpoznanie tego momentu bywa trudne, ponieważ proces rozwija się stopniowo. Kluczowe znaczenie ma nie samo przyjmowanie leku, lecz zmiana funkcji, jaką zaczyna on pełnić w życiu pacjenta. Lek przestaje być wyłącznie narzędziem terapii, a staje się środkiem niezbędnym do codziennego funkcjonowania lub sposobem radzenia sobie z emocjami, stresem czy napięciem.
Do najważniejszych sygnałów ostrzegawczych należą: przyjmowanie większych dawek lub częstsze stosowanie leku niż zalecono, trudności z ograniczeniem terapii, rozwój tolerancji, silne skupienie uwagi na leku, lęk przed jego brakiem, objawy odstawienne po pominięciu dawki oraz przyjmowanie leku głównie po to, aby uniknąć pogorszenia samopoczucia.
Niepokojące są także sytuacje, gdy lek zaczyna służyć regulowaniu emocji, redukowaniu stresu lub poprawie codziennego funkcjonowania, a pacjent kontynuuje jego stosowanie mimo działań niepożądanych. Sygnałem ostrzegawczym może być również poszukiwanie leku, wizyty u wielu lekarzy w celu uzyskania kolejnych recept czy gromadzenie zapasów.
Warto podkreślić, że pojedynczy z wymienionych objawów nie musi oznaczać uzależnienia. Ich pojawienie się powinno jednak skłonić do rozmowy z lekarzem prowadzącym i ponownej oceny zasadności dalszego leczenia.
Należy pamiętać, że rozwój tolerancji lub zależności fizycznej nie jest równoznaczny z uzależnieniem. Tolerancja i objawy odstawienne mogą występować również podczas prawidłowo prowadzonej terapii niektórymi lekami. O uzależnieniu świadczy przede wszystkim utrata kontroli nad ich stosowaniem oraz przymus przyjmowania mimo narastających szkód.
W takiej sytuacji nie należy samodzielnie odstawiać leku, ponieważ może to być niebezpieczne. Właściwym postępowaniem jest konsultacja z lekarzem, który oceni, czy mamy do czynienia z prawidłową farmakoterapią, zależnością fizyczną czy uzależnieniem wymagającym specjalistycznego leczenia.
ALMA MATER: Dlaczego uzależnienia i zaburzenia psychiczne tak często współwystępują?
Prof. Grażyna Biała: Wynika to ze wspólnego podłoża neurobiologicznego, częściowo wspólnych czynników ryzyka oraz wzajemnego wpływu obu schorzeń na ich przebieg. Relacja ma najczęściej charakter dwukierunkowy: zaburzenie psychiczne może zwiększać ryzyko uzależnienia, a uzależnienie może wywoływać lub nasilać objawy psychiatryczne.
Zarówno uzależnienia, jak i wiele chorób psychicznych wiążą się z zaburzeniami funkcjonowania tych samych układów neuroprzekaźnikowych. Kluczową rolę odgrywa dopamina i mezokortykolimbiczny układ nagrody, odpowiedzialne za przetwarzanie bodźców nagradzających, motywację, procesy uczenia się oraz wzmacnianie zachowań prowadzących do osiągania nagrody. Ważna jest również kora przedczołowa, odpowiedzialna za kontrolę impulsów i podejmowanie decyzji oraz oś stresu podwzgórze–przysadka–nadnercza (HPA), regulująca odpowiedź organizmu na stres.
Istotne są także wspólne czynniki ryzyka: predyspozycje genetyczne, niekorzystne doświadczenia z dzieciństwa, przewlekły stres, impulsywność, i czynniki psychospołeczne jak izolacja społeczna, konflikty rodzinne, ubóstwo czy stygmatyzacja. Żaden z tych czynników sam w sobie nie przesądza o chorobie, ale ich współwystępowanie zwiększa podatność na oba typy zaburzeń.
Trzecim mechanizmem jest wzajemne nasilanie się obu zaburzeń. Osoba z depresją, lękiem czy PTSD może sięgać po substancje psychoaktywne, aby złagodzić objawy w ramach samoleczenia. Krótkotrwała poprawa samopoczucia może jednak prowadzić do uzależnienia, które z czasem pogarsza stan psychiczny i utrudnia leczenie. Powstaje błędne koło, w którym oba zaburzenia wzajemnie się podtrzymują i nasilają.
Nie oznacza to, że każda osoba z zaburzeniem psychicznym rozwinie uzależnienie ani że każde uzależnienie prowadzi do choroby psychicznej. Każdy przypadek wymaga indywidualnej, kompleksowej oceny oraz leczenia uwzględniającego zarówno aspekty biologiczne, psychologiczne, jak i społeczne.
ALMA MATER: Czy zdarza się, że pacjenci nieświadomie „leczą” swoje problemy psychiczne substancjami, które w rzeczywistości pogłębiają ich stan?
Prof. Grażyna Biała: Tak, i jest to zjawisko obserwowane bardzo często. Wielu pacjentów, często nieświadomie, wykorzystuje alkohol, leki lub inne substancje jako sposób regulowania emocji i radzenia sobie z trudnymi objawami psychicznymi. Początkowo mogą one zmniejszać lęk, napięcie, poprawiać nastrój lub ułatwiać zasypianie, dlatego utrwala się przekonanie, że „pomagają”.
Problem polega na tym, że jest to efekt wyłącznie przejściowy. Można powiedzieć, że poprawa pojawia się szybko, natomiast pogorszenie rozwija się stopniowo. Pacjent odczuwa natychmiastową ulgę, natomiast nie dostrzega od razu zmian zachodzących w mózgu, które z czasem prowadzą do zaburzeń funkcjonowania układów odpowiedzialnych za regulację nastroju, stresu, motywacji i odczuwania nagrody. To bardzo silny mechanizm uczenia się, oparty na negatywnym wzmocnieniu. Mózg „zapamiętuje”, że substancja zmniejsza dyskomfort psychiczny, dlatego zwiększa się prawdopodobieństwo ponownego sięgnięcia po nią. Z czasem efekt słabnie, rozwija się tolerancja, a coraz większą rolę odgrywa potrzeba uniknięcia pogorszenia samopoczucia lub objawów odstawiennych. To, co początkowo wydaje się sposobem na rozwiązanie problemu, zaczyna go pogłębiać. Nasilają się objawy depresji, lęku, bezsenności i trudności w regulacji emocji, a naturalna zdolność mózgu do odczuwania przyjemności oraz radzenia sobie ze stresem ulega osłabieniu.
Można powiedzieć, że uzależnienie rozwija się nie dlatego, że substancja rozwiązuje problem, lecz dlatego, że przez krótki czas pozwala o nim zapomnieć. Z perspektywy neurobiologii jest to jednak rozwiązanie, które z czasem pogłębia dysfunkcję układów odpowiedzialnych za regulację emocji i stresu.
ALMA MATER: W jaki sposób substancje psychoaktywne mogą naśladować objawy chorób psychicznych i utrudniać postawienie właściwej diagnozy?
Prof. Grażyna Biała: Substancje psychoaktywne mogą zarówno imitować, jak i maskować objawy zaburzeń psychicznych. Dlatego w diagnostyce konieczne jest dokładne zebranie wywiadu dotyczącego używania alkoholu, leków i innych substancji. W psychiatrii mówi się w tym kontekście o zaburzeniach psychicznych indukowanych substancjami.
Obraz kliniczny może przypominać pierwotne choroby psychiczne, choć w rzeczywistości jest skutkiem działania substancji lub jej odstawienia. Przykładowo, alkohol czy opioidy mogą powodować obniżenie nastroju, anhedonię, spowolnienie, zaburzenia snu i koncentracji, co przypomina epizod depresyjny. Psychostymulanty, takie jak amfetamina czy kokaina, mogą wywoływać nasilony lęk, pobudzenie, bezsenność, a czasem objawy psychotyczne, takie jak omamy, urojenia czy dezorganizacja myślenia, typowe dla ostrej psychozy lub schizofrenii w fazie zaostrzenia.
Zespół odstawienny również może imitować objawy zaburzeń psychicznych. Odstawienie alkoholu lub benzodiazepin może prowadzić do silnego lęku, napięcia, kołatania serca i napadów paniki które mogą przypominać zaburzenia lękowe uogólnione. W rzeczywistości są to zjawiska wynikające z neuroadaptacji organizmu, a nie pierwotnej choroby psychicznej. Dlatego kluczowe znaczenie ma obserwacja objawów w czasie, ich związku z przyjmowaniem substancji, utrzymywania się po okresie abstynencji oraz odpowiedzi na leczenie. Dopiero taka ocena pozwala odróżnić zaburzenie pierwotne od indukowanego substancją.
ALMA MATER: Jakie znaczenie w rozwoju uzależnień i zaburzeń psychicznych ma układ nagrody w mózgu?
Prof. Grażyna Biała: Kluczową rolę odgrywa mezokortykolimbiczny układ dopaminergiczny, często określany jako układ nagrody. Obejmuje on m.in. pole brzuszne nakrywki, jądro półleżące przegrody i korę przedczołową. Odpowiada za motywację, uczenie się przez wzmocnienie, przypisywanie znaczenia bodźcom oraz kontrolę zachowania i impulsów.
Jak wspomniałam, substancje psychoaktywne działają na różne receptory, transportery czy kanały jonowe, ale ich wspólnym efektem końcowym jest zwiększenie transmisji dopaminergicznej w układzie nagrody. To wzmacnia zachowania związane z ich przyjmowaniem.
W wielu zaburzeniach psychicznych również dochodzi do dysregulacji tego układu i zaburzeń procesów neuoplastyczności. W depresji, zaburzeniach lękowych czy PTSD obserwuje się często obniżoną reaktywność układu nagrody, co objawia się anhedonią, spadkiem motywacji i trudnościami w odczuwaniu pozytywnych emocji. Układ nagrody pozostaje także w ścisłej relacji z układem stresu oraz korą przedczołową. Zaburzenie równowagi między tymi systemami leży u podstaw trudności w regulacji emocji, motywacji i kontroli zachowań, obserwowanych zarówno w uzależnieniach, jak i w wielu zaburzeniach psychicznych.
ALMA MATER: Dlaczego dopamina odgrywa tak ważną rolę zarówno w odczuwaniu przyjemności, jak i w rozwoju chorób psychicznych?
Prof. Grażyna Biała: Dopamina odgrywa kluczową rolę w regulacji motywacji, uczenia się przez wzmocnienie oraz nadawania bodźcom znaczenia motywacyjnego. Nie odpowiada więc wyłącznie za odczuwanie przyjemności, ale przede wszystkim za identyfikowanie bodźców jako istotnych oraz wzmacnianie zachowań prowadzących do ich powtórzone w przyszłości.
W uzależnieniach dochodzi do patologicznego „przestawienia” tego systemu. Substancja psychoaktywna zaczyna być traktowana jako bodziec o najwyższej wartości motywacyjnej, silniejszy niż naturalne nagrody. Pojawia się głód substancji, zwiększona reaktywność na bodźce z nią związane i osłabienie znaczenia innych źródeł przyjemności.
W depresji i części zaburzeń lękowych obserwuje się natomiast obniżoną reaktywność układu dopaminergicznego. Objawia się to spadkiem motywacji, anhedonią i zmniejszoną gotowością podejmowania działań ukierunkowanych na cel.
Ten sam układ neurobiologiczny może więc ulegać różnym rodzajom dysfunkcji: w uzależnieniach obserwuje się nadmierną motywację ukierunkowanej na poszukiwanie i przyjmowanie substancji, a w depresji — do osłabienia napędu psychoruchowego i motywacji oraz zdolności do odczuwania przyjemności.
ALMA MATER: Jaką rolę odgrywają geny, a jaką środowisko w rozwoju podwójnej diagnozy?
Prof. Grażyna Biała: W rozwoju podwójnej diagnozy kluczowe znaczenie ma interakcja czynników genetycznych i środowiskowych. Żaden z nich nie działa deterministycznie, ale ich połączenie może istotnie zwiększać podatność na uzależnienia i zaburzenia psychiczne.
Czynniki genetyczne wpływają na funkcjonowanie układów neurobiologicznych. Przykładowo, warianty genów związanych z układem dopaminergicznym mogą zwiększać podatność zarówno na uzależnienia, jak i schizofrenię, natomiast polimorfizmy dotyczące układu serotoninergicznego wiążą się z podwyższonym ryzykiem depresji oraz zaburzeń lękowych. Do najlepiej poznanych należą m.in. polimorfizmy genu COMT, genów kodujących transportery monoamin oraz receptory dopaminowe, serotoninowe i glutaminergiczne, a także genów regulujących funkcjonowanie osi stresu oraz procesy neuroplastyczności, w tym genu BDNF. Należy jednak podkreślić, że są to czynniki zwiększające podatność na rozwój zaburzeń, a nie ich bezpośrednie przyczyny.
Równie istotne są czynniki środowiskowe: trauma, przemoc w dzieciństwie, przewlekły stres, zaburzenia więzi, trudne warunki socjoekonomiczne, izolacja społeczna, dostępność substancji psychoaktywnych czy presja środowiskowa. Mogą one ujawnić biologiczną podatność, przyspieszyć rozwój zaburzeń lub nasilać ich przebieg.
Coraz większe znaczenie przypisuje się mechanizmom epigenetycznym, które pokazują, jak środowisko może wpływać na ekspresję genów, np. poprzez metylacja DNA, czy zmiany w strukturze histonów, które regulują aktywność genów bez zmiany ich sekwencji. W kontekście podwójnej diagnozy te same systemy genetyczne i neurobiologiczne mogą zwiększać podatność zarówno na uzależnienia, jak i zaburzenia psychiczne. Gdy dochodzi do ich aktywacji przez czynniki środowiskowe, powstaje mechanizm wzajemnego wzmacniania się obu zaburzeń, co sprzyja ich przewlekłemu i nawrotowemu przebiegowi.
ALMA MATER: Czy doświadczenia z dzieciństwa mogą zwiększać ryzyko zarówno uzależnień, jak i zaburzeń psychicznych w późniejszym życiu?
Prof. Grażyna Biała: Tak. Doświadczenia z dzieciństwa mają ogromne znaczenie dla rozwoju zarówno uzależnień, jak i zaburzeń psychicznych w wieku dorosłym. W literaturze określa się je jako wczesne doświadczenia traumatyczne (ACE — adverse childhood experiences). Należą do nich m.in. przemoc fizyczna, psychiczna lub seksualna, zaniedbanie, obecność uzależnień lub ciężkich zaburzeń psychicznych w rodzinie, przemoc domowa, niestabilne środowisko, utrata rodzica oraz przewlekły stres i brak poczucia bezpieczeństwa.
Okres dzieciństwa i adolescencji charakteryzuje się wysoką plastycznością mózgu, dlatego wczesne doświadczenia stresowe mogą w sposób trwały wpływać na jego rozwój. Przewlekła aktywacja osi stresu (podwzgórze–przysadka–nadnercza) prowadzi do nadmiernej ekspozycji na kortyzol, co może zaburzać dojrzewanie struktur takich jak hipokamp, odpowiedzialny za pamięć i regulację reakcji stresowej oraz kora przedczołowa, kluczowa dla kontroli impulsów i regulacji poznawczej. Równocześnie dochodzi do zmian w funkcjonowaniu układu dopaminergicznego, co wpływa na motywację, przetwarzanie bodźców nagradzających i wrażliwość na bodźce. Skutkiem może być zwiększona reaktywność na stres, słabsza regulacja emocji i większa podatność na lęk, depresję, PTSD czy zaburzenia osobowości w dorosłości. Osoby z historią wczesnych traum częściej sięgają po substancje psychoaktywne jako sposób radzenia sobie z napięciem i cierpieniem psychicznym. Początkowo mogą one przynosić ulgę, ale w dłuższej perspektywie pogłębiają dysregulację emocjonalną i stresową.
Można mówić o „kaskadzie ryzyka”: wczesna trauma wpływa na rozwój mózgu, zwiększa wrażliwość na stres, osłabia zdolność regulacji emocji, a następnie sprzyja sięganiu po substancje, które dodatkowo nasilają istniejące problemy.
ALMA MATER: Jakie są obecnie największe wyzwania w leczeniu osób z podwójną diagnozą?
Prof. Grażyna Biała: Leczenie osób z podwójną diagnozą jest jednym z najtrudniejszych obszarów współczesnej psychiatrii, ponieważ oba zaburzenia są ze sobą ściśle powiązane biologicznie, psychologicznie i społecznie.
Pierwszym wyzwaniem jest diagnostyka różnicowa. Trzeba ustalić, które objawy wynikają z pierwotnego zaburzenia psychicznego, a które są skutkiem używania substancji lub zespołu odstawiennego. Wymaga to czasu, obserwacji i wieloetapowej oceny.
Drugim wyzwaniem jest leczenie zintegrowane. Uzależnienie i zaburzenie psychiczne powinny być leczone równolegle, w ramach jednego planu terapeutycznego. Rozdzielanie tych interwencji często prowadzi do nieskuteczności terapii i zwiększa ryzyko nawrotów.
Kolejnym problemem jest niska adherencja terapeutyczna. Pacjenci z podwójną diagnozą częściej przerywają leczenie, nieregularnie przyjmują leki i mają trudności z utrzymaniem abstynencji. Wynika to zarówno z czynników biologicznych, jak i psychospołecznych.
Istotne są także interakcje między lekami psychiatrycznymi a substancjami psychoaktywnymi, ryzyko nadużywania niektórych grup leków oraz współistniejące choroby somatyczne. Wymaga to indywidualizacji leczenia oraz stałego monitorowania pacjenta.
Duże znaczenie mają również czynniki środowiskowe: wsparcie rodzinne, stabilność życiowa, sytuacja zawodowa i dostęp do opieki zdrowotnej.
Dlatego współczesne standardy leczenia podwójnej diagnozy opierają się na podejściu interdyscyplinarnym, długoterminowym i zintegrowanym, obejmującym psychiatrię, psychoterapię, terapię uzależnień oraz wsparcie społeczne.
ALMA MATER: Dlaczego leczenie pacjentów z podwójną diagnozą jest trudniejsze niż leczenie samego uzależnienia lub samej choroby psychicznej?
Prof. Grażyna Biała: Leczenie podwójnej diagnozy jest trudniejsze, ponieważ nie mamy do czynienia z dwoma niezależnymi problemami, lecz z dwoma procesami, wzajemnie powiązanymi i napędzającymi się, które nakładają się na siebie i modyfikują swój przebieg.
Zaburzenie psychiczne może zwiększać ryzyko sięgania po substancje psychoaktywnew ramach samoleczenia, a ich używanie może nasilać objawy lęku, depresji czy psychozy („efekt błędnego kola”). Leczenie jednego problemu bez równoczesnej interwencji wobec drugiego zazwyczaj nie przynosi trwałych efektów. Skuteczność leczenia uzależnienia może być nietrwała, jeśli współwystępujące objawy psychiczne nie zostaną odpowiednio rozpoznane i leczone, i odwrotnie.
Trudna jest także diagnostyka, ponieważ objawy obu zaburzeń często się nakładają. Bezsenność, drażliwość, lęk, obniżony nastrój czy zaburzenia koncentracji mogą wynikać z choroby psychicznej, działania substancji albo zespołu odstawiennego. Utrudnia to jednoznaczne określenie, co jest przyczyną, a co skutkiem oraz wymaga długoterminowej obserwacji klinicznej.
W podwójnej diagnozie dochodzi jednocześnie do dysregulacji kilku układów neurobiologicznych: układu nagrody, kory przedczołowej, układu stresu czy hipokampa. Skutkiem jest osłabienie kontroli zachowania, większa reaktywność emocjonalna i utrwalanie nieadaptacyjnych wzorców.
Dodatkowymi trudnościami są niska adherencja terapeutyczna, częstsze przerywanie leczenia, problemy z utrzymaniem abstynencji, interakcje farmakologiczne oraz fragmentacja systemu opieki, w którym leczenie uzależnień i zaburzeń psychicznych bywa prowadzone oddzielnie.
Dlatego pacjenci z podwójną diagnozą wymagają równoczesnego, długoterminowego i zintegrowanego leczenia, obejmującego zarówno aspekty biologiczne, psychologiczne, jak i środowiskowe.
ALMA MATER: Jaki mit dotyczący uzależnień lekowych i zaburzeń psychicznych chciałaby Pani Profesor szczególnie obalić?
Prof. Grażyna Biała: W moje ocenie, jednym z najbardziej szkodliwych mitów jest przekonanie, że uzależnienie lekowe wynika wyłącznie ze słabej woli, braku dyscypliny lub niewłaściwego stosowania leku. Uzależnienie traktować należy jako przewlekłe, nawracające zaburzenie czynności mózgu, charakteryzujące się utratą kontroli nad używaniem substancji mimo negatywnych konsekwencji zdrowotnych i społecznych.
W tym ujęciu substancje psychoaktywne oraz uzależnienia behawioralne prowadzą do trwałych zmian neurobiologicznych, obejmujących przede wszystkim dysfunkcję układu nagrody, zaburzenia funkcji kory przedczołowej odpowiedzialnej za kontrolę impulsów oraz zmiany w obrębie hipokampa związane z pamięcią kontekstową i uczeniem się. W wyniku procesów neuroadaptacyjnych mózg „uczy się”, że substancja lub określone zachowanie stają się nadrzędnym bodźcem motywacyjnym, co prowadzi do ich dominacji nad innymi celami życiowymi. Ważnym elementem jest również rozwój tolerancji oraz utrwalenie zmian w przekaźnictwie neurochemicznym, które sprawiają, że uzależnienie ma charakter przewlekły i nawrotowy.
Wiele leków, takich jak opioidy, benzodiazepiny czy niektóre leki nasenne, ma udokumentowany potencjał uzależniający. Ryzyko zależy od dawki, czasu stosowania oraz indywidualnej podatności biologicznej i psychologicznej pacjenta. Nie oznacza to jednak, że każdy pacjent stosujący takie leki rozwinie uzależnienie.
Uzależnienie często współwystępuje z zaburzeniami psychicznymi, jak wspominałam. Oba problemy mogą wzajemnie się nasilać i wymagają równoległego, zintegrowanego leczenia. Samo postanowienie poprawy zwykle nie wystarcza, ponieważ uzależnienie obejmuje mechanizmy motywacji, uczenia się i kontroli poznawczej. Zerwanie z uzależnienia wymaga zazwyczaj wieloaspektowego leczenia, obejmującego psychoterapię, farmakoterapię oraz wsparcie środowiskowe i społeczne.
Jednocześnie warto pamiętać, że model uzależnienia jako przewlekłej choroby mózgu nie jest jedyną perspektywą. W nauce funkcjonują także modele biopsychospołeczne, podkreślające znaczenie czynników psychologicznych, środowiskowych i indywidualnych historii pacjentów. Istnieją także obserwacje kliniczne naturalnej remisji uzależnień bez formalnego leczenia, co wskazuje na dużą heterogeniczność tego zjawiska.
Moje spojrzenie wynika przede wszystkim z perspektywy farmakologa, czyli z analizy mechanizmów neurobiologicznych i działania substancji na układ nerwowy. Uzupełnia ono perspektywę kliniczną, psychoterapeutyczną i społeczną. Dopiero ich połączenie pozwala najlepiej zrozumieć złożoność uzależnień i podwójnej diagnozy.
ALMA MATER: Od ponad trzech dekad prowadzi Pani Profesor badania naukowe. Co najbardziej fascynuje Panią w farmakologii?
Prof. Grażyna Biała: Farmakologia jest dla mnie jedną z najciekawszych dziedzin współczesnej medycyny. Pozwala zrozumieć mechanizmy działania leków i ich wpływ na organizm, a dzięki temu prowadzić skuteczną i bezpieczną terapię. Bez tej wiedzy racjonalna farmakoterapia byłaby w praktyce niemożliwa.
Fascynuje mnie to, że farmakologia łączy wiedzę o procesach zachodzących na poziomie molekularnym z praktyką kliniczną, umożliwia analizę interakcji między lekami oraz między lekami a żywnością, dobór optymalnego dawkowania, uwzględnienie indywidualnej odpowiedzi pacjenta oraz minimalizowanie ryzyka działań niepożądanych. Dzięki temu stanowi jeden z fundamentów medycyny spersonalizowanej.
Szczególnie interesuje mnie ośrodkowy układ nerwowy oraz leki wpływające na jego funkcjonowanie. Nawet niewielkie zmiany w przekaźnictwie neurochemicznym mogą oddziaływać na emocje, motywację, procesy decyzyjne i zachowanie. Zależność ta obrazuje, jak cienka bywa granica między skutecznością terapeutyczną a ryzykiem wystąpienia działań niepożądanych, w tym uzależnienia.
Bliska jest mi szczególnie farmakologia behawioralna, która pozwala badać mechanizmy lęku, depresji, schizofrenii, stresu przewlekłego czy PTSD w modelach eksperymentalnych. Dzięki badaniom przedklinicznym możliwa jest ocena potencjalnej skuteczności i bezpieczeństwa nowych substancji przed etapem badań klinicznych. W tym sensie badania przedkliniczne stanowią niezwykle ważny etap translacji wiedzy podstawowej do praktyki medycznej.
Farmakologia łączy nauki podstawowe z praktyką kliniczną, umożliwiając nie tylko skuteczne leczenie chorób, lecz także głębsze zrozumienie funkcjonowania organizmu człowieka – od procesów zachodzących na poziomie molekularnym po złożone mechanizmy leżące u podstaw zachowania i procesów psychicznych.