„Od przypadkowego odkrycia do przyszłości psychiatrii. Jak zmienia się leczenie lęku?” Rozmowa z prof. Grażyną Białą

„Od przypadkowego odkrycia do przyszłości psychiatrii. Jak zmienia się leczenie lęku?” Rozmowa z prof. Grażyną Białą

Prof. dr hab. n. farm. Grażyna Biała, Kierownik Katedry i Zakładu Farmakologii z Farmakodynamiką Uniwersytetu Medycznego w Lublinie
Prof. dr hab. n. farm. Grażyna Biała, Kierownik Katedry i Zakładu Farmakologii z Farmakodynamiką Uniwersytetu Medycznego w Lublinie

Jak przypadkowe odkrycie może zmienić historię medycyny? Historia Leo Henryka Sternbacha, który odkrył chlordiazepoksyd – pierwszą substancję z grupy benzodiazepin – pokazuje, że wielkie przełomy często rodzą się na styku wiedzy, naukowej dociekliwości i nieoczekiwanych obserwacji.

Historia ta stała się punktem wyjścia do spotkania naukowego w Stacji Naukowej Polskiej Akademii Nauk w Paryżu, poświęconego przeszłości i przyszłości leczenia zaburzeń lękowych. Współorganizatorką wydarzenia i jedną z prelegentek była prof. dr hab. n. farm. Grażyna Biała, Kierownik Katedry i Zakładu Farmakologii z Farmakodynamiką Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. W swoim wykładzie przedstawiła współczesne metody badań nad nowymi lekami przeciwlękowymi i przeciwdepresyjnymi, zwracając uwagę m.in. na znaczenie badań przedklinicznych.

Z Panią Profesor rozmawiamy o historii odkrycia benzodiazepin, roli przypadku w nauce oraz poszukiwaniu skuteczniejszych i bezpieczniejszych terapii. Przyglądamy się również anhedonii, czyli utracie zdolności odczuwania przyjemności, i perspektywom rozwoju współczesnej farmakologii. Nie zabraknie także osobistych refleksji związanych ze Stacją Naukową PAN i Paryżem – miastem, które zajmuje szczególne miejsce w życiu i karierze naukowej naszej rozmówczyni.

 

ALMA MATER: Pani Profesor, co właściwie sprawiło, że odkrycie Leo Sternbacha i pierwszych benzodiazepin było tak dużym przełomem w leczeniu lęku? Jak wyglądało leczenie pacjentów z zaburzeniami lękowymi przed pojawieniem się tych leków i co zmieniło się wraz z ich wprowadzeniem?

Prof. Grażyna Biała: Myślę, że przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, jak ograniczone były możliwości leczenia nasilonego lęku przed pojawieniem się benzodiazepin. Stosowano między innymi barbiturany, a także meprobamat. Leki te działały uspokajająco i przeciwlękowo, ale miały istotne działania niepożądane i stosunkowo wąski margines bezpieczeństwa. Szczególnie problematyczne było ryzyko ciężkich, potencjalnie śmiertelnych zatruć barbituranami.

Na tym tle pojawienie się benzodiazepin rzeczywiście było dużym przełomem. Leon Sternbach, polski farmaceuta i chemik, pracujący w laboratoriach Hoffmann-La Roche, doprowadził do odkrycia pierwszych związków z tej grupy. Co ciekawe, było to w dużej mierze odkrycie przypadkowe. Sternbach powrócił do pracy nad związkami chemicznymi, którymi zajmował się jeszcze w czasie studiów w Polsce w latach 30. XX wieku, pracując w Zakładzie Chemii Organicznej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, kiedy to badał związki chemiczne mające być wykorzystane w przemyśle tekstylnym jako barwniki. Projekt jednak porzucono z powodu braku spodziewanych wyników. W 1957 roku podczas porządkowania laboratorium ponownie zwrócono uwagę na jeden z wcześniej odłożonych związków. Po przeprowadzeniu badań farmakologicznych okazało się, że ma on silne działanie uspokajające, przeciwlękowe i miorelaksacyjne, przy stosunkowo niskiej toksyczności. W ten sposób rozpoczęła się historia benzodiazepin, a pierwszym lekiem z tej grupy wprowadzonym do lecznictwa był chlordiazepoksyd, znany jako Librium.

Kilka lat później Sternbach i jego zespół opracowali diazepam, czyli Valium. Benzodiazepiny bardzo szybko znalazły szerokie zastosowanie w medycynie, między innymi w leczeniu stanów lękowych, bezsenności, wzmożonego napięcia mięśniowego czy silnym pobudzeniu. Ich znaczenie polegało przede wszystkim na tym, że klinicyści otrzymali leki, które działały szybko, skutecznie zmniejszały lęk i miały większy margines bezpieczeństwa niż stosowane wcześniej barbiturany.

Opisanie mechanizmu działania benzodiazepin również stanowiło ważne osiągnięcie. Podobnie jak barbiturany, działają one na receptory GABA-A, jednak nie bezpośrednio, tylko jako pozytywne modulatory allosteryczne. Nie zastępują więc GABA, ale nasilają jego działanie, zwiększając częstość otwierania kanału chlorkowego. Prowadzi to do osłabienia aktywności neuronów, co klinicznie przekłada się między innymi na działanie przeciwlękowe, uspokajające, nasenne i miorelaksacyjne.  

Trzeba jednak podkreślić, że dzisiaj patrzymy na benzodiazepiny znacznie bardziej ostrożnie niż w pierwszych dekadach ich stosowania. Z czasem okazało się, że ich zaleta, czyli szybkie i silne działanie, wiąże się również z pewnymi ograniczeniami. Przy dłuższym stosowaniu może dochodzić do rozwoju tolerancji i zależności psychicznej i fizycznej, a ich odstawienie indukuje objawy abstynencyjne. Mogą również powodować zaburzenia pamięci, senność i pogorszenie sprawności psychomotorycznej.

Dlatego współcześnie benzodiazepiny zajmują określone, ale znacznie bardziej ograniczone miejsce w leczeniu zaburzeń lękowych. Zwykle nie są traktowane jako rozwiązanie problemu leżącego u podstaw ostrego czy przewlekłego lęku, ale mogą być bardzo przydatne w określonych sytuacjach, zwłaszcza gdy potrzebne jest szybkie, krótkotrwałe zmniejszenie bardzo nasilonego zaburzenia lękowego.

Jeżeli więc miałabym odpowiedzieć jednym zdaniem, na czym opierało się przełomowe odkrycie Sternbacha, powiedziałabym, że benzodiazepiny połączyły szybkie i skuteczne działanie przeciwlękowe z wyraźnie większym marginesem bezpieczeństwa niż wcześniej stosowane barbiturany, otwierając zupełnie nowy rozdział w farmakologicznym leczeniu lęku. Jednocześnie doświadczenia kolejnych dekad pokazały, że ich bezpieczeństwo nie jest absolutne i że powinny być stosowane przede wszystkim krótkoterminowo i ze ściśle określonych wskazań.

ALMA MATER: Jak Pani Profesor wspomniała, w historii Sternbacha ciekawy jest też element przypadku. Na ile w farmakologii wielkie odkrycia są rzeczywiście efektem planowanych badań, a na ile mogą wynikać z przypadku, intuicji czy nawet pomyłki?

Prof. Grażyna Biała: To jest bardzo ciekawy i nieodosobniony aspekt historii farmakologii, bo rzeczywiście wiele ważnych odkryć zawiera w sobie element przypadku. Ale powiedziałabym, że sam przypadek nie wystarcza. Potrzebny jest jeszcze człowiek, badacz, który potrafi ten przypadek zauważyć, zrozumieć jego znaczenie i zdecydować, czy warto pójść za tym nieoczekiwanym wynikiem. Czyli potrzebne są wiedza, doświadczenie, intuicja badawcza i oczywiście odrobina szczęścia.

Historia Sternbacha jest tutaj bardzo dobrym przykładem. Jak już wspomniałam, naukowcy pracowali nad określonymi związkami chemicznymi, a jeden z nich początkowo nie wydawał się szczególnie interesujący. Dopiero ponowne zwrócenie na niego uwagi i przeprowadzenie odpowiednich badań pokazało, że ma zupełnie inne, bardzo wartościowe właściwości farmakologiczne. Tak rozpoczęła się historia pierwszej benzodiazepiny wprowadzonej do lecznictwa – chlordiazepoksydu.

I to jest chyba najważniejsza lekcja płynąca z takich historii. W nauce przypadek może wskazać kierunek, ale nie zastępuje całego procesu badawczego. Trzeba jeszcze zadać pytanie: dlaczego otrzymaliśmy taki wynik? Czy możemy go powtórzyć? Na jakim mechanizmie się on opiera? Czy ma znaczenie kliniczne? Dopiero odpowiedź na te pytania zamienia przypadkową obserwację w rzeczywiste odkrycie.

Podobnie było z wieloma innymi lekami. Dobrym przykładem jest penicylina, której działanie przeciwbakteryjne Fleming zauważył w związku z przypadkowym zanieczyszczeniem hodowli bakterii. Innym przykładem jest sildenafil, lek, który pierwotnie miał być skuteczny w leczenia chorób układu krążenia, natomiast podczas badań zwrócono uwagę na nieoczekiwany efekt działania („skutek uboczny”), który ostatecznie stał się podstawą jego zupełnie innego zastosowania terapeutycznego.

Dlatego w farmakologii bardzo często mamy do czynienia z połączeniem dwóch elementów: z jednej strony bardzo precyzyjnego, planowanego procesu badawczego, a z drugiej – nieprzewidywalności. Możemy zaplanować eksperyment, ale nie możemy zaplanować wszystkich wyników, jakie otrzymamy. I właśnie wtedy ogromne znaczenie ma dociekliwość badacza.

Wpływ przypadku w odkryciu leków, określany w nauce terminem serendipity, jest fundamentalny i historycznie rewolucyjny. Przypadek w farmakologii rzadko oznacza jednak "ślepy traf". Najczęściej polega na zaobserwowaniu przez czujnego badacza skutków ubocznych lub nieprzewidzianych reakcji chemicznych w trakcie poszukiwania rozwiązania zupełnie innego problemu. Jest takie piękne zdanie przypisywane Pasteurowi: „W dziedzinie obserwacji przypadek sprzyja tylko umysłom przygotowanym”. I myślę, że bardzo dobrze opisuje ono historię odkryć leków. Przypadek może zapukać do drzwi, ale ktoś musi jeszcze być na tyle uważny, żeby ten sygnał usłyszeć.

Co ciekawe, jest to również aktualne w czasach sztucznej inteligencji i coraz bardziej zautomatyzowanej nauki. Algorytmy mogą analizować ogromne ilości danych i niewątpliwie pomagają nam dostrzegać zależności, których człowiek sam nie byłby w stanie wychwycić. Ale nadal bardzo ważna pozostaje ludzka zdolność zadania pytania: „Dlaczego stało się coś, czego się nie spodziewaliśmy?”. To właśnie nieoczekiwane obserwacje wychwytywane przez oko dociekliwego klinicysty czy naukowca mogą czasem prowadzić do najbardziej interesujących odkryć.

ALMA MATER: Od czasów Sternbacha farmakologia bardzo się zmieniła. Co dziś najbardziej różni sposób poszukiwania nowych leków przeciwlękowych od tego, jak wyglądało to kilkadziesiąt lat temu? I na czym obecnie najbardziej koncentrują się naukowcy?

Prof. Grażyna Biała: Myślę, że największa zmiana polega na tym, że od czasów Sternbacha bardzo poszerzyła się nasza wiedza o neurobiologii i mechanizmach powstawania lęku i jednocześnie ogromnie rozwinęły się narzędzia, którymi możemy się posługiwać w poszukiwaniu nowych leków.

W czasach Sternbacha często obserwowano, jakie działanie wywołuje dany związek, a następnie próbowano zrozumieć, z czego to działanie wynika. Dzisiaj możemy zaczynać od znacznie bardziej precyzyjnie określonego celu molekularnego. Znamy wiele receptorów, neuroprzekaźników i szlaków sygnałowych, które uczestniczą w regulacji lęku, możemy więc projektować lub wybierać związki, które mają oddziaływać poprzez konkretny mechanizm.

Oczywiście nie oznacza to, że dzisiaj wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć. Potencjalny lek musi przejść bardzo długą drogę, od badań laboratoryjnych i molekularnych, przez badania przedkliniczne, aż po badania kliniczne. Na każdym z tych etapów sprawdzamy nie tylko jego potencjalną skuteczność, ale również bezpieczeństwo, farmakokinetykę, działania niepożądane i to, czy rzeczywiście może przynieść korzyść pacjentom.

Jeżeli chodzi konkretnie o leki przeciwlękowe, jednym z najważniejszych wyzwań pozostaje znalezienie takiego sposobu modulowania funkcji ośrodkowego układu nerwowego, który pozwoli zmniejszyć patologiczny lęk, ale jednocześnie nie będzie nadmiernie ograniczał prawidłowego funkcjonowania pacjenta. To właśnie jest jedna z lekcji, które wyciągnęliśmy między innymi z doświadczeń z benzodiazepinami. Są one bardzo skuteczne i działają szybko, ale ich stosowanie może wiązać się z sedacją, zaburzeniami pamięci i rozwojem tolerancji oraz uzależnienia, o czym wspomniałam. Dlatego współczesne badania koncentrują się między innymi na poszukiwaniu leków, które zachowałyby skuteczność przeciwlękową, ale miałyby mniej takich ograniczeń. Interesują nas nowe cele biologiczne i mechanizmy działania, a także takie sposoby modulowania poznanych już układów neuroprzekaźnikowych, które pozwoliłyby uzyskać bardziej selektywne działanie.

Drugim bardzo ważnym kierunkiem jest indywidualizacja leczenia. Coraz wyraźniej widzimy, że zaburzenia lękowe nie są jedną chorobą o jednym mechanizmie. Różnią się między sobą zarówno objawami, jak i przebiegiem oraz współwystępującymi problemami. Dlatego w przyszłości chcielibyśmy nie tylko dysponować większą liczbą leków, ale przede wszystkim lepiej wiedzieć, który lek będzie odpowiedni dla konkretnego pacjenta zgodnie z zasadą indywidualizacji farmakoterapii.

I chyba właśnie na tym polega największa różnica między farmakologią czasów Sternbacha a współczesną farmakologią. Wtedy ogromnym sukcesem było znalezienie substancji, która skutecznie zmniejszała lęk i była bezpieczniejsza od wcześniejszych leków. Dzisiaj stawiamy poprzeczkę znacznie wyżej. Chcemy znaleźć lek, który będzie skuteczny, bezpieczny, dobrze tolerowany i możliwie precyzyjnie dopasowany do mechanizmu zaburzenia oraz potrzeb konkretnego pacjenta. Czyli można powiedzieć, że od czasów Sternbacha przeszliśmy od pewnego rodzaju „poszukiwania i obserwowania” do znacznie bardziej świadomego i celowanego projektowania leków. 

A jednocześnie trzeba zachować pokorę. Mimo ogromnego postępu nadal nie znamy wszystkich mechanizmów odpowiedzialnych za powstawanie zaburzeń lękowych. Dlatego współczesna farmakologia jest jednocześnie znacznie bardziej precyzyjna niż dawniej, ale nadal pozostaje dziedziną, w której wiele odkryć dopiero przed nami. Ale nadal, mimo ogromnego postępu, pozostaje wiele pytań, na które farmakologia nie zna jeszcze pełnej odpowiedzi.  

ALMA MATER: Interesujący jest również wątek anhedonii. Czy mogłaby Pani szerzej opowiedzieć, czym jest to zjawisko i dlaczego jest ono tak ważne zarówno w depresji, jak i w zaburzeniach lękowych?

Prof. Grażyna Biała: Anhedonia to, najprościej mówiąc, wyraźne zmniejszenie zdolności do odczuwania przyjemności i satysfakcji z aktywności, które wcześniej były dla człowieka ważne lub przyjemne. I warto podkreślić, że nie jest to po prostu „niechęć do robienia czegokolwiek”. Pacjent może nadal wiedzieć, że spotkanie z bliskimi, ulubiona muzyka czy hobby powinny sprawiać mu przyjemność, może nawet podejmować te aktywności, ale doświadczenie nagrody i satysfakcji jest znacznie słabsze.

Anhedonia jest szczególnie istotna w depresji i należy do jej najbardziej charakterystycznych objawów. Może prowadzić do wycofania z życia społecznego, rezygnacji z zainteresowań i ograniczenia aktywności. Co ważne, nie zawsze chodzi tylko o samo odczuwanie przyjemności. Współczesne badania pokazują, że problem może dotyczyć również motywacji do podejmowania aktywności, oczekiwania na nagrodę czy zdolności do uczenia się na podstawie pozytywnych doświadczeń.

Natomiast w zaburzeniach lękowych zależność jest nieco bardziej złożona. Silny i przewlekły lęk może prowadzić do unikania sytuacji, które potencjalnie mogłyby dostarczać pozytywnych doświadczeń. Człowiek zaczyna więc funkcjonować w coraz bardziej zawężonym świecie, izoluje się społecznie, rezygnuje z aktywności, które wcześniej były dla niego ważne. Z czasem może to dodatkowo osłabiać możliwość doświadczania przyjemności. Anhedonia może więc być zarówno elementem obrazu klinicznego, jak i częścią mechanizmu, który podtrzymuje wycofanie i ograniczenie aktywności.

To jest bardzo ważne również z punktu widzenia leczenia. Sukces terapii nie powinien oznaczać wyłącznie tego, że pacjent ma mniej objawów lękowych czy mniej obniżony nastrój. Ważne jest również, czy odzyskuje zainteresowanie światem, relacje z innymi ludźmi, motywację do działania i przede wszystkim zdolność do czerpania satysfakcji z życia i odczuwania przyjemności.

Dlatego anhedonia stała się bardzo interesującym obszarem badań nad nowymi metodami leczenia. Coraz częściej patrzymy na nią nie tylko jako na objaw depresji, ale jako na złożone zjawisko związane z funkcjonowaniem układów neuronalnych odpowiedzialnych za nagrodę, motywację i uczenie się. Co ważne, anhedonia może występować również w innych zaburzeniach psychiatrycznych, między innymi w schizofrenii czy zaburzeniach związanych z nadużywaniem substancji psychoaktywnych.

Duże znaczenie mają tutaj również badania przedkliniczne. Wykorzystuje się między innymi modele zwierzęce, w tym przewlekłego łagodnego nieprzewidywalnego stresu oraz różnego rodzaju testy behawioralne, które pozwalają oceniać zmiany w zachowaniu zwierząt laboratoryjnych, związane z lękiem, motywacją, pamięcią i uczeniem się, czy reakcją na nagrodę. Oczywiście, nie możemy utożsamiać zachowania zwierzęcia bezpośrednio z doświadczeniem człowieka, ale takie modele pozwalają badać mechanizmy biologiczne i proponować potencjalne sposoby ich modyfikowania. I właśnie te zagadnienia stanowiły podstawę mojego wykładu w Stacji Naukowej PAN w Paryżu.

Myślę, że właśnie to jest dziś najbardziej interesujące: coraz rzadziej patrzymy na zaburzenia psychiczne wyłącznie przez pryzmat kategorii diagnostycznych, a coraz większą uwagę zwracamy na konkretne objawy i mechanizmy, takie jak właśnie anhedonia. To może w przyszłości pomóc opracowywać leczenie bardziej precyzyjnie ukierunkowane na konkretne problemy konkretnego pacjenta.

ALMA MATER: A patrząc już w przyszłość — który kierunek badań nad lękiem uważa Pani Profesor obecnie za najbardziej obiecujący? Czy możemy spodziewać się w najbliższych latach przełomu porównywalnego z odkryciem benzodiazepin?

Prof. Grażyna Biała: Sądzę, że jesteśmy dzisiaj w bardzo ciekawym momencie badań nad zaburzeniami lękowymi, ale byłabym ostrożna z przewidywaniem jednego konkretnego przełomu. Historia farmakologii pokazuje, że największe odkrycia często pojawiają się w sposób, którego wcześniej nie potrafimy przewidzieć.

Jeżeli miałabym wskazać kierunki, które są szczególnie interesujące, to przede wszystkim poszukiwanie leków działających bardziej precyzyjnie na mechanizmy odpowiedzialne za lęk. Chcielibyśmy uzyskać działanie przeciwlękowe bez nadmiernego uspokojenia, pogorszenia funkcji poznawczych czy ryzyka rozwoju zależności, które ograniczają stosowanie niektórych starszych leków. 

Dlatego nadal naukowcy interesują się układem GABA-ergicznym, poszukując także takich sposobów jego modulowania, które pozwoliłyby zachować działanie przeciwlękowe przy jednoczesnym ograniczeniu działań niepożądanych charakterystycznych dla klasycznych benzodiazepin. Równolegle prowadzone są badania nad innymi układami neuroprzekaźnikowymi, między innymi układem glutaminianergicznym czy endokannabinoidowym, a także nad mechanizmami związanymi z regulacją stresu, emocji, motywacji i układu nagrody. Bada się innowacyjne formy podania i nowe pochodne znanych leków, sposoby zwiększania ich biodostępności, poszukuje mutacji genów leżących u podstaw zaburzeń neuro-psychiatrycznych i tym samym nowych kierunków terapii celowanej.

Drugim ogromnym kierunkiem jest personalizacja leczenia i lepsze rozumienie heterogenności zaburzeń lękowych, o czym już wspomniałam. Coraz lepiej rozumiemy, że zaburzenia lękowe nie są jednorodną grupą chorób. Dwóch pacjentów z tym samym rozpoznaniem może mieć zupełnie inny zestaw objawów, inne choroby współistniejące i inną odpowiedź na leczenie. Być może więc przyszłość nie będzie polegała na znalezieniu jednego najlepszego leku przeciwlękowego, ale na umiejętnym dopasowaniu konkretnego leczenia do konkretnego pacjenta.      

I tutaj bardzo ważne stają się badania nad biologicznymi mechanizmami tych zaburzeń, w tym nad czynnikami genetycznymi, neurobiologią stresu czy funkcjonowaniem układu nagrody. Nie chodzi jednak o to, żeby znaleźć jeden „gen lęku” czy jeden biologiczny marker, który pozwoli nam przewidzieć wszystko. Zaburzenia psychiczne są złożone i prawdopodobnie będziemy potrzebowali połączenia wiele danych biologicznych i klinicznych. Warto również pamiętać, że przyszłość leczenia nie musi oznaczać wyłącznie nowych leków. Nadal ogromne znaczenie ma podejście łączące farmakoterapię z psychoterapią i innymi formami terapii. Leki mogą zmniejszyć nasilenie objawów, ale nie zawsze rozwiązują wszystkie problemy, z którymi pacjent się zmaga.

Czy możemy więc spodziewać się przełomu na miarę odkrycia benzodiazepin? Tego oczywiście nie wiemy. I chyba nie powinniśmy dzisiaj próbować wskazywać jednej substancji, która miałaby odegrać taką rolę. Możliwe, że kolejny przełom będzie wyglądał zupełnie inaczej. Być może będzie nim nie jedna „cudowna tabletka”, ale nowy sposób rozumienia i leczenia zaburzeń lękowych, szybszy, bardziej precyzyjny i lepiej dopasowany do biologii oraz indywidualnych potrzeb pacjenta.

Podsumowując, to jest chyba najciekawsza perspektywa: od czasów Sternbacha przeszliśmy od poszukiwania leku, który po prostu zmniejsza lęk, do poszukiwania terapii, która pozwoli zmniejszyć patologiczny lęk, zachowując jednocześnie normalne emocje, funkcje poznawcze i zdolność pacjenta do prawidłowego funkcjonowania.

ALMA MATER: I trochę bardziej osobiście — wróciła Pani Profesor do Stacji Naukowej PAN w Paryżu już kolejny raz. Co sprawia, że to miejsce jest dla Pani szczególne i jakie są emocje związane z ponownym wystąpieniem właśnie tutaj?

Prof. Grażyna Biała: Rzeczywiście, powrót do Stacji Naukowej PAN w Paryżu ma dla mnie szczególne znaczenie. To miejsce jest częścią mojego życia i mojej kariery naukowej. W czasie moich pobytów naukowych, w tym podczas dwuletniego etatu INSERM, mieszkałam tutaj łącznie ponad trzy lata. To wystarczająco długo, żeby nie tylko dobrze poznać samą Stację i środowisko naukowe, ale również zaprzyjaźnić się z tą dzielnicą i z samym Paryżem.

Paryż stał się dla mnie takim drugim miejscem na ziemi. Mam tutaj wiele bardzo dobrych wspomnień, związanych zarówno z pracą naukową, jak i z ludźmi, których poznałam. Dlatego kiedy wracam, pojawia się oczywiście radość, ale również pewnego rodzaju wzruszenie i refleksja nad tym, jak wiele zmieniło się od czasu moich pierwszych pobytów, zarówno w mojej pracy naukowej, jak i w życiu. Każdy taki powrót jest też trochę jak spotkanie z własną przeszłością. Przypominam sobie, z jakimi pytaniami przyjeżdżałam tutaj wtedy, czym się zajmowałam, jakie miałam plany i jak inaczej patrzyłam na naukę. A jednocześnie mogę zobaczyć, dokąd doprowadziły mnie te doświadczenia i czym zajmuję się dzisiaj.

Dlatego nie traktuję tego wystąpienia wyłącznie jako kolejnego wykładu. To jest dla mnie również pewnego rodzaju zatrzymanie się na chwilę i spojrzenie z dystansu na własną drogę naukową. Jest w tym satysfakcja, ale też wdzięczność, za ludzi, spotkania i możliwości, które pojawiły się właśnie tutaj.

A poza tym Paryż ma tę niezwykłą właściwość, że bardzo łatwo się w nim zakochać i od niego uzależnić. Nawet jeśli przyjeżdża się tylko na krótko, człowiek prędzej czy później zaczyna tęsknić za atmosferą tego miasta. Można więc powiedzieć, trochę żartobliwie, że po wyjeździe pojawiają się pewne „objawy odstawienne”, które skutecznie zachęcają do kolejnego powrotu. I chyba właśnie dlatego tak dobrze jest tutaj znowu wracać.

ALMA MATER: Czy pamięta Pani swoje pierwsze wystąpienie w Stacji PAN? Jak z perspektywy czasu zmieniło się Pani spojrzenie na takie spotkania i czy powrót do Paryża po latach ma dla Pani szczególne znaczenie?

Prof. Grażyna Biała: Tak, oczywiście, że pamiętam swoje pierwsze wystąpienie w Stacji PAN. Pamiętam przede wszystkim emocje, które mu towarzyszyły, było więcej napięcia i chyba większa potrzeba, żeby wszystko powiedzieć dokładnie tak, jak sobie zaplanowałam. Zresztą myślę, że każdy naukowiec zna to uczucie, kiedy staje przed gronem osób, których dorobek i doświadczenie bardzo szanuje, i ma świadomość, że za chwilę jego własna praca i wystąpienie zostanie poddane ocenie i dyskusji. A poza tym, obecne wystąpienie prowadziłam w języku francuskim, więc dodatkowo towarzyszyły mi jeszcze silniejsze emocje oraz radość z możliwości wypowiadania się w tym przepięknym języku. 

Z czasem moje podejście do takich spotkań bardzo się zmieniło. Oczywiście nadal i zawsze zależy mi na tym, żeby dobrze przygotować wykład i rzetelnie podejść do tematu, ale dzisiaj zdecydowanie bardziej traktuję wystąpienie jako początek rozmowy niż jako moment, w którym trzeba wykorzystać swoją wiedzę. Najbardziej cenię właśnie tę część, która zaczyna się po wykładzie: pytania, dyskusję, czasem zupełnie nieoczekiwaną uwagę czy rozmowę przy kawie. To właśnie wtedy często pojawiają się nowe pomysły, inne spojrzenie na zagadnienia, albo pytania, których wcześniej sami sobie nie zadawaliśmy. I myślę, że to jest jedna z największych wartości spotkań naukowych.

Powrót do Paryża po latach ma więc dla mnie podwójne znaczenie. Z jednej strony jest oczywiście sentymentalny, bo wracam do miejsca, które było i pozostaje nada dla mnie ważne. Z drugiej strony jest to ciekawa okazja, żeby zobaczyć, jak bardzo zmieniła się moja własna perspektywa i ja sama.

Bo kiedy wracamy po latach do tego samego miejsca, często odkrywamy, że to niekoniecznie miejsce się zmieniło, przede wszystkim zmieniliśmy się my. Mamy inne doświadczenia, inne pytania i inaczej patrzymy na problemy i samą naukę, z dystansu. 

I chyba dlatego po tylu latach nadal mam poczucie, że w nauce jest jeszcze bardzo wiele rzeczy, które warto odkryć. To jest chyba największa wartość pracy naukowej, że pozwala nam przez całe życie zachować ciekawość tego, czego jeszcze nie wiemy.

 

 


WYDARZYŁO SIĘ

Wydarzyło się

Dr hab. n. med. Maciej Wójcik

Dr hab. n. med. Maciej Wójcik w gronie międzynarodowych specjalistów podczas kongresu RIO 2026 Global

2026-10-19 13:50:00

Z dumą informujemy, że dr hab. n. med. Maciej Wójcik, reprezentujący Katedrę Kardiologii i Kardiochirurgii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie oraz Uniwersytecki Szpital Kliniczny Nr 4 w Lublinie, uczestniczył jako członek międzynarodowego grona eksperckiego w kongresie Rhythm Interventions Online (RIO) 2026 Global, który odbył się w dniach 15–16 października. 

Prof. dr hab. n. farm. Grażyna Biała, Kierownik Katedry i Zakładu Farmakologii z Farmakodynamiką Uniwersytetu Medycznego w Lublinie

„Od przypadkowego odkrycia do przyszłości psychiatrii. Jak zmienia się leczenie lęku?” Rozmowa z prof. Grażyną Białą

2026-10-19 10:55:00

Jak przypadkowe odkrycie może zmienić historię medycyny? Historia Leo Henryka Sternbacha, który odkrył chlordiazepoksyd – pierwszą substancję z grupy benzodiazepin – pokazuje, że wielkie przełomy często rodzą się na styku wiedzy, naukowej dociekliwości i nieoczekiwanych obserwacji.

Historia ta stała się punktem wyjścia do spotkania naukowego w Stacji Naukowej Polskiej Akademii Nauk w Paryżu, poświęconego przeszłości i przyszłości leczenia zaburzeń lękowych. Współorganizatorką…

screen ekranu z uczestnikami konferencji online

Lubelska torakochirurgia w międzynarodowej debacie o nowoczesnym leczeniu bólu. Ponad 2700 uczestników z 77 krajów

2026-10-19 06:10:54

Eksperci z Europy, Ameryki Północnej i Południowej spotkali się 16 października podczas International Pain Management Day 2026 – międzynarodowej konferencji poświęconej nowoczesnym metodom leczenia bólu, która zgromadziła 2707 uczestników z 77 krajów świata. Wśród zaproszonych ekspertów znalazł się dr n. med. Robert Chudzik, adiunkt Uniwersytetu Medycznego w Lublinie i torakochirurg Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie. Wspólnie z dr.…

Collegium Universum UMLUB

„Nie patrzymy na reformę przez pryzmat tego, ile godzin student spędza na zajęciach, ale tego, co potrafi zrobić po ich ukończeniu”. Wydział Farmaceutyczny UMLUB stawia na rozwiązania, które wyznaczają dziś nowe standardy

2026-10-16 05:58:00

20 maja br. zaczęły obowiązywać nowe standardy kształcenia na kierunku farmacja. Zmiany obejmą studentów rozpoczynających naukę w roku akademickim 2026/2027. Reforma zakłada skrócenie studiów z 11 do 10 semestrów, zmniejszenie minimalnej liczby godzin z 5300 do 4700 oraz przeniesienie sześciomiesięcznej praktyki zawodowej do toku studiów. Jednocześnie większy nacisk położono na zajęcia praktyczne, pracę z pacjentem, symulacje, kompetencje komunikacyjne i społeczne…

Ceremonia Białego Fartucha studentów English Division

„Wspólna misja i wspólna troska o pacjenta”. Ceremonia Białego Fartucha studentów English Division

2026-10-15 06:58:00

13 października w Auli Collegium Maius odbyła się Ceremonia Białego Fartucha, w której uczestniczyli anglojęzyczni studenci pierwszego i czwartego roku kierunków lekarskiego oraz lekarsko-dentystycznego Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.